czwartek, 18 lipca 2013


Znamy się już grubo ponad rok, przyjaźnimy od prawie roku, gadamy ze sobą "dużo" od jakichś 11 miesięcy, kochamy się od około ośmiu i jesteśmy razem od...czterech miesięcy.
Nie za mało, nie za dużo. Ale jednak chyba już jesteśmy na tyle zespoleni -jesteśmy stopem, dwa w jednym, nie istnieje jedno bez drugiego - że już osobno nie możemy i nie chcemy. A kryjemy się przed światem. Jesteśmy zazdrośni bardziej, niż ktokolwiek kiedykolwiek był. Kochamy się bardziej niż ktokolwiek kiedykolwiek kogokolwiek kochał.
Zdarza się, że o czwartej coś napiszę, jakieś rozmyślone trzy kropki, a potem ucieknę daleko od życia i nie będę odpisywać, a po godzinie stoisz w moich drzwiach i mówisz, jak bardzo się martwiłeś, że nie mogłeś nic zrobić i przybiegłeś. To było dziś.
Widzieliśmy się już chyba w każdej sytuacji. Szczęśliwi, źli, zawiedzeni, niespełnieni, niedosyceni, smutni, odizolowani, z myślami samobójczymi. Wyrywaliśmy sobie noże z rąk. Widziałeś mnie ślicznie zrobioną - niewiadomo po co, bo taką mnie lubisz...mniej niż taką dopiero obudzoną, bez żadnego makijażu i nagą, głównie nagą...niecieleśnie - i taką właśnie niezrobioną zupełnie. Trzymasz mi włosy jak myję zęby, a ja sprzątam Twoje powódkowe wymioty. Robisz mi obiad i przynosisz do łóżka. Odpytujesz do szkoły. Przytulasz i czuję, że jestem schowana przed światem. Daleko, daleko od niego. Umieramy z zazdrości o każdego z miliona Panów do mnie piszących czy Pań, które Cię zaczepiają. Umieramy ze szczęścia, kiedy nam ze sobą najlepiej na świecie. Czujemy się na zewnątrz i bardzo bardzo w środku. W każdym wydaniu.

Tak o tym myślę...
chyba już nie będziemy mogli oddzielnie. Nie chcemy. Oboje, chociaż mówię Ci, że wcale nie wiem, czy Ty tego nie chcesz, mimo że zapewniasz mnie o tym sto razy dziennie, bo wiesz, że jestem niepewna i przeszłość nauczyła mnie nie być pewnym takich rzeczy. A to już bardzo niedobrze, bo przecież kochasz mnie najbardziej na świecie.
Zupełnie nie przeżyjemy bez siebie.
Zupełnie.

bądźmy razem jak najdłużej, a najlepiej, to do końca świata. I o jeden dzień dłużej.

Pamiętaj, magia:
Kochamy się bardziej niż ktokolwiek kiedykolwiek kogokolwiek kochał

niedziela, 6 stycznia 2013


Chciałeś znać prawdę o mnie. Najgorsze rzeczy o mnie, o których nigdy nikomu nie mówiłam i które nigdy nie wyszły na jaw. Jak je wytłumaczę? Jak wytłumaczę to kim jestem, jeśli sama nie jestem pewna? Jak mam zebrać w słowa najgorsze rzeczy o mnie, przed którymi wciąż uciekam? 
Będę na Ciebie zła, będę chciała Cię skrzywdzić, odepchnę Cię od siebie, ponieważ boję się dać Ci się zbliżyć. Potrzebuje Twojej uwagi, Twoich zapewnień, lecz powitam je chłodną obojętnością. Jestem zazdrosna o uwagę jaką poświęcasz innym, o Twoje pochlebstwa pod adresem innych. I jestem wściekła na Ciebie za najmniejsze ignorowanie mnie. Jednego dnia czuję się bardzo blisko Ciebie, kocham Cię, oddałabym za Ciebie życie, innego dnia czuję, że Cię nienawidzę i chcę Cię wyrzucić z mojego życia, na zawsze. Czasami będę szukać pretekstu aby od Ciebie uciec. Może nawet Cię sprowokuje, abyś mi go dał. A gdy pretekst już się znajdzie i skreślę Cię z mojego życia (a zrobię to nie zważając na nic; to ile lat byliśmy razem i jak bardzo mnie kochasz nie będzie mieć znaczenia).
Jestem sprzeczna. Jest we mnie część, która jest szczęśliwa, pewna siebie, niezależna i rozważna. I druga część, która jest niepewna, zagubiona, w potrzebie. Nigdy nie wiem, którą częścią będę następnego dnia, ani nawet za godzinę. Za każdym razem, gdy myślę, że się kontroluję, gdy wiem iż zależy Ci i czuję się dobrze co do naszej znajomości, strach, zwątpienie i chęć ucieczki może wrócić. 
Nie lubię tego. Nie lubię tego, że bywam potrzebująca i lgnącą. Nieznoszę moich słabości, nikomu o nich zwykle nie mówię i sama staram się o nich nie myśleć. Wciąż od nich uciekam. Chcę innym pomagać, mimo że często ich niszczę.
Chcę mieć emocje kiedy są one na miejscu, emocje adekwatne do danej sytuacji. Lecz nie mam. Potrafi mnie bardzo zasmucić tak błaha rzecz jak jedno krzywe spojrzenie na mnie i wywołać taką lawinę myśli, iż 30 sekund później z powodu wewnętrznego bólu będę myśleć jak się zabić, jak zakończyć to życie, bo nie mam już sił. Jak długo można tak żyć? 

niedziela, 30 grudnia 2012




Byłam przedwczoraj na hobbicie z przyjaciółmi w kinie. Książkę uwielbiam, czytałam wiele razy. Wrażenia po filmie są mieszane. Podobał mi się sposób oddania treści książki na obrazie. Postacie i charakteryzacja również niczego sobie. Ale nie wiem.. nadal wolę książkę niż film.

A Wy obejrzałyście już? Jak wasze wrażenia?